Korzystam z internetu przez sieć GSM (iplus). Sprawuje się całkiem dobrze. Pomimo tego że osiągam 10~20% prędkości, za którą płacę (a dokładniej, która jest w materiałach reklamowych jako prędkość ’do’) i wolnych pingów (czas od mojego kliknięcia do pobrania strony – tak w skrócie) to jestem zadowolony z jakości usługi.
Problemem, który nie pozwala spać spokojnie jest limit pobierania danych. Pod koniec miesiąca surfuję niespokojnie bo wiem, że w każdej chwili moje połączenie może zostać ograniczone do 32kb/s. Każda kolejna strona może być tą ostatnią, którą obejrzę jak człowiek współczesny. Niebezpieczeństwo cofnięcia do ’0202122′ lat 90tych czai się w każdym kliknięciu.
Niepokój wywołany jest głównie przez brak możliwości sprawdzenia ile transferu wykorzystałem w danym miesiącu. O przekroczeniu limitu dowiaduję się po fakcie. Tak właściwie to nikt ani nic nie informuje o wykroczeniu. Mogę się tylko domyślać. Oczywiście zanim się poddam próbuję 5 razy zrestartować modem i biegam po pokoju szukając lepszego zasięgu. Jeśli nic nie pomaga to najprawdopodobniej wykorzystałem miesięczny limit.
Oczywiście iplus oferuje dodatkowe pakiety danych. Najtańszy to 5zł za 128MB danych, czyli 10 razy drożej niż w moim abonamencie.
Reasumując:
- Internet po prostu zwalnia. Plus nie informuje na temat wykorzystania pakietu danych. Po przekroczeniu limitu możemy przypomnieć sobie jak to było kiedyś.
- Jeśli chcesz odzyskać łącze ze światem zapłać (10 razy więcej niż w abonamencie)
Niedługo przeprowadzam się i przed snem odmawiam modlitwę do boga zasięgu GSM o dobre transfery w nowym pokoju.
PS. Nie muszę chyba nikogo przekonywać jak ważny jest Internet dziś i jak ważny będzie w przyszłości. Jakiś czas temu czytałem o Warrenie Buffecie, który zainwestował w firmy zarządzające sieciami teleinformatycznymi (kablówka, internet). Po moich ostatnich zmaganiach z limitami danych w Iplusie rozumiem dlaczego branża ma dobre perspektywy. Jeśli jesteś rekinem parkietu to moja rekomenadacja dla TPSA brzmi ‘KUPUJ’.